środa, 21 listopada 2012

Najgorsze urodziny w życiu

21.11.12

Dzisiaj są moje urodziny. Myślałam że to będzie fantastyczny dzień, gdy wczoraj zasypiałam nie mogłam pozbyć się uśmiechu z twarzy, gdyż odkryłam, że moja najlepsza przyjaciółka chce puścić w radiowęźle (szkole radio, które gra tylko w święta)życzenia dla mnie, a potem moją ulubioną piosenkę. Obudziłam się o 5:30 aby zakręcić sobie włosy, następnie wybrałam sobie ubrania, miałam dylemat w co się ubrać, ponieważ babcia pożyczyła mi sweter(bordowy, włochaty, z koronkowymi wstawkami), ale dzisiaj trzeba było ubrać się na żółto, bo był dzień życzliwości(w mojej szkole jest raz w miesiącu dzień w który trzeba ubrać się na dany kolor, żeby nie nosić wtedy mundurka - jensowej szamty, czyli jesowej kamizelki bez rękawów. Więc założyłam czarną rozkloszowaną, skórzaną spódnicę, żółto-biało bluzkę na ramiączkach i biały sweterek. Była zadowolona i szczęśliwa, bo nie mogłam się doczekać, aż pójdę do szkoły i spotkam się z "wredolkiem"(tak nazywam moją BFF). Ale wszystko zaczęło się walić już przed 1 lekcją, gdyż nie spotkałam się jeszcze wtedy z "wredolkiem" i zaczęłam myśleć, że nie ma jej w szkole. Moje podejżenia okazały się słuszne, kiedy po 2 lekcji poszłam do klasy B (moja BFF jest w przeciwnej klasie niż moja, rozdzielili nas w gimnazjum, przez całą podstawówkę byliśmy razem w klasie). Okazało się, że jej nie ma, załamała się wtedy lekko, ale wciąż myślałam, że może zaspała i przyjdzie. Niestety nie miałam racji. Punkt kulminacyjny tego wszystkiego był na 3 lekcji, czyli matmie. Pani złożyła mi życzenia i mieliśmy zacząć omawiać egzamin próbny. Wiedziałam, że poszedł mi tragicznie, ale liczyłam, że napisałam przynajmniej na połowę, gdyż w tamtym roku na koniec z matmy miałam 4. Pani zaczęła rozdawać testy i okazało się, że mam 10 punktów, no ale dobra pomyśłałam sobie. Ale gdy pani powiedziała, że maksimum można było zdobyć 27 punktu i pokazała na tablicy interaktywnej żebyśmy zaobaczyli jakie mamy oceny. Po prostu się załamała miała 34% a to oznaczało, że mam 2. Moja pierwsza 2 w życiu. Dostawałam dwóje z matmy, ale to były kartkówki i pani nie wstawiała mi tej oceny dopóki nie poprawiłam, a teraz... Łzy zaczeły napływać mi do oczu, ale przecież nie mogłam się rozpłakać na oczach całej klasy. Gdy to myśl dotarła do mnie całkowicie zaczeły pojawiać się jeszcze inne związane z "wredolkiem". Myślałam:
"Jak ona mogła mi to zrobić, są moje urodziny, a ona kompletnie mnie olała"(nie odpisywałam na żadne moje sms-y.
"Mam dwóje z matmy, nie będę miała 4 na półrocze, a "wredoleka" nie ma i nawet nie ma mnie kto pocieszyć.
"Skoro nie ma "wredolka" to nawet jeśl prześli mi Nel życzenia to i tak nie puszczą tej piosenki"
Przez resztę lekcji próbowałam się nie rozpłakać co marnie mi wychodzi, kilka razy byłam bliska rozpłakania się na dobre, ale przygryzłam wargę i nie rozpłakałam się. (Do dzisiaj myślałam, że to przygryzienie wargi to tylko w książkach występuje i działa, ale nie) Na koniec lekcji znów odezwała się Nel w radiowęźle i żłożyła mi życzenia. Wtedy już czułam, ze dłużej nie wytrzymam chciałam jak najszybciej wybiec z klasy i pobiec do łazienki, aby się wypłakać. Gdy zaczełam grać piosenka(Florence and the Machine - lubie ten zespół nawet bardzo ale teraz nie miało to znaczenia bo chciałam usłyszeć tamtą piosenkę a mianowicie Radioactive- Imagine Dragons. Nawet nie zwróciłam uwagi co za piosenka była.) zaraz potem zadzwonił dzwonek więc czym prędzej wybiegłam i skierowała się do łazienki na dół (na dole są wyremontowane niedawno). Weszła do łazienki, do kabiny i nie wytrzymałam zaczełam płakać przez całą długo 15 minutową przerwę płakałam napisałam nawet sms-a do "wredolka", że powiedziała coś co mnie pocieszy(nie mogła zadzwonić bo cały czas ktoś był w łazience, a ja nie chciałam aby ktoś wiedział, że jejstem tu i płacze, zwłaszcza, że cała szkoła już wiedziała, że mam urodziny). Gdy zadzwonił dzwonek nie chciała wyjść z łazienki, ale musiała, gdyż miałam angielski. Ogarnełam się wytarłam roztarty tusz i poszłam na lekcje. Na szczęści nikt nie zauważył moich podpuchniętych oczów. Przetwałam angielski, choć kilka razy łzy napływały mi do oczu . Najgorszy był moment, gdy pani kazał śpiewać klasie dla mnie Happy Birthday. Przetwałam resztę dnia udając, że wszystko w porządku i że jestem szczęśliwa dlatego,m że mam urodziny, gdy naprawdę czułam, że po prostu chcę do domu, walnąć się na łóżko i płakać. Były chwile, gdy chciała zadzwonić do "wredolka" i nadrzeć się na nią, ale się powstrzymałam, gdyż w piatek robię małą imprezkę (Ola, wredolek i ja) i nie chciałam, żeby się na mnie obraziła. Ola (przyjaciółka jak cholera, zawsze zostawia mnie samą na przerwi i idzie gadać z dziewczynami których nienawidze) nawet nie zauważył, że jest coś nie tak. Przez cały dzień próbowałam się dodzwonić do wredolka ale nikt się nie zgłaszał. Uznaliśmy z Norbertem(jej chłopakiem, moim kumplem), że nas ignoruje. Na koniec dnia, żeby było jeszcze gorzej pani na plastyce zebrał pracę, które narysowaliśmy na lekcji. Moja była okropna, nie mam talentu plastycznego. Zapisałam się na plastykę tylko dlatego, że nienawidzę pani od muzyki. Pani Danusii. Jest jak dziecko, albo gorsza. Nieważne. Gdy szlam do domu  w końcu udało mi się skontaktować z wredolkiem, ponieważ zadzwoniłam na domowy. Mówiła, że nigdy w życiu nie czuła się gorzej niż dzisiaj, ale ja tego nie kupuje. Zawsze się tak mówi, gdyż kiedy jest się zdrowym i nagle zaczyna cię coś boleć co dawno cię nie bolała, myślisz, że nigdy cię coś tak bardzo nie bolało. Wiele razy tak miałam.Teraz siedzę w domu, trochę popłakałam. O dziwo mama nie nadarła się na mnie za tą 2, a babcia poprawiła mi humor dając mi w prezencie 50zł. Jestem zła na wredolka ale nie mogę się na nią nadrzeć. Teraz muszę iść uczyć się na sprawdzian z wosu co wcale nie poprawia mi humoru. Dobra kończę do zobaczenia jutro.

Margaret

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz