środa, 18 lutego 2015

18.02.2015 - Heaven couldn't wait for you

Nie wiem gdzie, nie wiem kiedy, nie wiem jak. Nie wiem kto to powiedział, ale pamiętam, że wywarło to wtedy na mnie niesamowite wrażenia. Było to dawno, tyle pamiętam. Może dwa lata temu. Może krócej. Mam dziwne wrażenie, że to było na religii. Nie ważne. Ważne są słowa, które brzmiały: "Osoby odchodzą w odpowiednim dla nich momencie. Czasem wcześnie, a dzieje się tak dla tego, że jeśli by zostali dłużej na ziemi to popełniły by taki grzech, który byłby niewybaczalny i nie mogły by pójść do nieba." W każdym bądź razie coś w tym stylu. Ale teraz się pojawia pytanie dlaczego ludzie, którzy zabijają, ludzie którzy niszą wszytko wokół siebie nadal są tu pośród nas cali i zdrowi, a ludzie których kochamy umierają. Choć może to nie jest odpowiednie, bo pewnie ci ludzie, też mają kogoś kto ich kocha. Ale... Życie jest takie... jakie? Zaskakujące, tajemnicze, niezrozumiane, okropne, cudowne, dziwne? 
Wszyscy mówią, żeby nie porównywać swojego życia z życiem innych, bo nie wiemy przez co oni mogą przechodzić i wiem, że to jest prawda, ale kiedy spojrzysz na osobę w twoim wieku, które spełnia wszystkie swoje marzenia, ma życie o jakim ty marzysz i wiesz, po prostu wiesz, bo znasz ją od podszewki, że nie boryka się z problemami, to po prostu boli. To jestem po prosu tak bardzo nie sprawiedliwe. 
Jest  trzeci dzień ferii, od trzech dni siedzę w pokoju, praktycznie nie odzywając się do nikogo i teraz dopiero dostrzegam jak bardzo jestem samotna. Samotna i to po części z mojego wyboru. Odcięłam siostry, bo nie mogłam ich słuchać nie po tym jak się dowiedziałam co robią za moimi plecami, jak... Po prostu nie mogłam. Magda i Patryk - oddaliłam się od nich, i chociaż przysięgałam sobie, przyrzekałam na życie, że nigdy ich nie opuszczę to oddalam się od nich, bo to, że jestem w innym kraju zmienia bardzo dużo, to że się tak zmieniam, że nie poznaje sama siebie, zmienia jeszcze więcej. 
I chociaż tak bardzo starałam się o tym nie myśleć, nie myśleć o niczym co wydarzyła się w przeciągu ostatnich 6 miesięcy, to nie mogę, zbyt długo się przed tym ukrywałam, udawałam, że nic się nie zmieniło, że wcale nie jestem w obcym kraju, praktycznie sama, że nigdy więcej nie zobaczę mojej mamy, czy że nic nie będzie takie same. Rzeczywistość zaczęła do mnie docierać i wcale tego nie chcę, bo to bali, tak bardzo boli. Kiedy sobie pomyślę, że prawdopodobnie nie wrócę do Polski na stałe, że wcale nie pójdę na studia z Magdą tak jak obiecywałam, że nigdy nie pójdę na studniówkę, że mojej mamy nie będzie na moim ślubie, że nigdy nie wygram tego zakładu z nią, który założyłyśmy 5 lat temu, bo jak ja będę miała 40 lat, to jej nie będzie już tu od 24 lat. Po prostu nie rozumiem. Tak bardzo teraz niczego nie rozumiem. Jak w jednej chwili osoba może być, a w następnej zniknąć na zawsze.

Mówią, że jest 5 etapów żałoby. 
Pierwszy to zaprzeczenie - to nie mogło się stać, zaraz się obudzę i wszytko będzie ok
Drugi to gniew - co to jest, to nie tak miało być, kto tym kieruje, co ty sobie myślisz!
Trzeci to targowanie się - jeśli zrobiłabym coś inaczej to to by się to nie stało, zabierz mnie, a ją zwróć, co by się stało, gdybyśmy zrobili wtedy to, a nie to, czy wtedy nadal byś tu była
Czwarty to depresja -  kiedy uświadomisz sobie, że to naprawdę się stało, i nie da się już cofnąć czasu, załamujesz się, wszystko cię przerasta, nie dajesz rady, wycofujesz się, zamykasz w sobie
Ja jestem na tym etapie i nie potrafię sobie z nim poradzić, zwłaszcza, kiedy wszyscy myślą, że jest ok, że zapomniałam, że nic mi nie jest, że się przyzwyczaiłam. Ale nie chcę, aby wiedzieli, bo co mi to da. Nic. Po prostu nie chcę czuć. Tak bardzo nie chcę czuć niczego. Ironiczne, prawda. Jak te 6 miesięcy temu nic nie czułam i to mnie przytłaczała, jak chciałam coś poczuć, a teraz oddałam bym tak wiele, żeby po prostu nic nie czuć, egzystować i tyle.
Istnieje też piąty etap - akceptacja, ale myślę, że nigdy do niego nie dojdę, bo jak można zaakceptować, że ktoś kogo znałaś przez całe życie, który się tobą opiekował, wychował, ktoś kogo widywałaś codziennie nagle zniknął i nie wróci?

I kiedy widzę twoja twarz, spoglądającą na mnie z ramki zdjęcia, bo tylko taki sposób został, wiem że cię zawiodłam. Że zawiodłam i nigdy nie będę mogła tego naprawić, bo cię już nie ma. 


Heaven couldn't wait for you
No, heaven couldn't wait for you

Margaret

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz