Nigdy nie byłam dobra w wypowiadaniu swoich uczuć i myśli. Zawsze zarzymywałam wszystko dla siebie. Większość osób mówi, że jestem bardzo zamkniętą osobą. Ale wszytko ma swój limi, prawda? Przez tak długi czas trzymam wszysckie swoje uczucia zamknięte głęboko w sobie, nie pozwalam aby chćby na chwile wypłyneły i pozowliły mi poczuć to o czym tak desperacko czuję się zapomnieć. Tyle nie wypowiedzianych słów, które chcą być usyszane, tyle stłamszonych uczuć, które domagając się aby wypłynąć. Lubię myśleć, że jestem silna, że nie pozwalam sobie odczuwać tego wszystkeigo, że chowam to głęboko w sobie, że udam że wszystko jest okej. Ale nie jestem silna, bo gdybym bym była to pozwoliłabym sobie odczuwać to wszytko i dałabym bym ludziam znakć, że nic nie jest okej i że potrzebuje pomocy. Ale jestem tchórzem. Jestem tchórze, który boi się co pomyślą ludzie, kiedy zobaczą prawdziwą mnie, kiedy zobaczą, że nie zawsze jestem szcześliwa i uśmiechnięta, że cierpie i że wcale nie zapomniałam i że nie ruszyłam dalej. Lubie tak myśleć, ale tak nie jest. Czuje, że jestem jak granat, i że wytarczy tylko aby ktoś pociagnął odpowiednią zawleczkę i wybuchne. Wybuchne i to nie będzie widok, bo kiedy wszystko co odciełam nagle się wyleje to nie będzie coś co będzie łatwo posprzątać. Jedno małe pociagniecie to wszytko czego mi trzeba, aby wybuchnąć, a ja nie jestem gotowa aby to zroibć. Bo jak mam być skoro, nawet boje się powiedzieć co myślę o kimś mu prosto w twarz, więc jak ma się przygotować na wykrzykniecie wszytskiem tego w twarz. Ja tylko chce, aby zobaczyli oni prawdziwą mnie a nie pustą skorupę, którą im daje.
Na razie nie wybuchłam, ale czuje, że już niewiele brakuje.
sobota, 27 czerwca 2015
poniedziałek, 30 marca 2015
30.03.15 - Am I an adult yet (?)
Who am I?!? Nie wiem co się dzieje. Serio moja głowa nie może tego ogarnąć. I got a car. A fricking car. Like what?!!?!?? Nie rozumiem czym jest życie. Czuje się tak...dorosło? Nie wiem, nie mogę tego przetworzyć. Jak co ku...?! No wiecie, tak o dostałam sobie samochód, czym jest moje życie. Dobrze będzie jak się nie zabije. No bo serio, widzicie mnie za kierownicą, bo ja siebie nie. Oczywiście, chcę mieć, prawo jazdy, no i samochód, który już mam, no ale jakoś jestem przerażona myślą o kierowaniu nim. W ogóle do tego wszystkiego idę w środę otworzyć konto w banku. Jeśli to nie jest dorosła rzecz do zrobienia to nie wiem. Czuje się staro. Będę płacić kurcze ubezpieczenie za samochód. Jak, naprawdę nie wierzę. To chyba oznacz, że moje dzieciństwo oficjalnie dobiega końca. Sad face.
Nie no nie pojmuje, leży koło mnie kluczyk do samochodu. MÓJ kluczyk do MOJEGO samochodu. Nie to nie możliwe. Gdzie jest moje dzieciństwo ja się pytam?!?! Przecież jak mam tylko 10 lat. I'm fucking kid, what. Nie moja głowa nie może tego przetworzyć. Nie wierzy w to. Co następne, pójdę do pracy. O sorki, już pracuje. Praca, samochód, konto bankowe. Aby mieszkania mi brakuje i podatków. Ale tego nie chce. Znaczy się podatków, bo jeśli ktoś mi chce ofiarować mieszkanie to przyjmę. Call me. Jedyną, rzeczą która mi w tym przeszkadza jest to, że będę musiała płacić to durne ubezpieczenie, które jest strasznie drogie w Anglii, bo jakieś 60 funtów za samochód osoby uczącej się, a potem jak zdam (jeśli zdam) to ponad stówkę miesięcznie. Więc to mi się nie uśmiecha, no ale takie życie. O kurcze. Właśnie sobie coś uświadomiłam, Monika powiedziała kiedyś, że dorośli zawsze mówią "No i tak to jest" ja już zaczęłam tak mówić. Ok jestem stara. To takie przykre. Ale cóż poradzić. No więc, trzymajcie kciuki, że się nie rozjebie gdzieś tym samochodem, bo będzie nie miło. I tak. Chciałam napisać o tym co się u mnie dzieje, bo nie wiem, czuje, że ten blog to taki mój pamiętnik, więc uznałam, że powinnam więcej tu pisać o swoim życiu co się u mnie dzieje i w ogóle, bo za kilka lat fajnie będzie poczytać i zobaczyć moje opinie i co się u mnie działo kiedy miałam te 17 czy ileś lat.
W ogóle jestem z siebie dumna dzisiaj, bo zadzwoniłam, dzisiaj do banku i się umówiłam na appointment (i jeszcze dobrze to napisał, o yeah), sama po angielsku. Czuje, że podszkoliłam ostatnio swój angielski i bardzo się z tego cieszę, bo jak by nie patrzeć to jestem w Anglii i zostanę to przez przynajmniej 5 lat, bo na pewno pójdę tu na studia. Mam postanowieni, a raczej, nie wiem jak to nazywać, w każdym razie coś takiego, że chcę mieć bardzo dobry angielski zanim pójdę na studia, bo wiadomo, że tam już nie będzie tak łatwo, nie będą tacy wyrozumiali, że o Polka, i zapewne nie będzie Polaków, no więc będę zdana sama na siebie. Dlatego trzeba wziąć los w swoje ręce i polegać tylko na sobie. Boże jaka ja dziś mądra jestem. W ogóle (wiem, że użyłam tego zwrotu już za dużo razy, ale...)mam na biurku od 3 tygodniu całą kupkę książeczek (prospectus) z uniwersytetów, to chyba też się zalicza, do "rzeczy dorosłych, które ostatnio robię", myślę studniach i zaczynam wybierać, gdzie chce iść. No więc tak, nie mam pojęcia czym się stało moje życie, gdzie są latki barbie i beztroskość. No ale tym się obecnie zajmuje. I naprawdę mam tak mało czasu na wszystko nie wiem jak w to jeszcze zmieszczę robienie prawa jazdy, zwłaszcza, że zbliżają się egzaminy. Ale dobra koniec tych pogaduszek. Uciekam, do usłyszenia następnym razem ziomki i królisie (nie pytajcie).
Love always,
Maragret
Nie no nie pojmuje, leży koło mnie kluczyk do samochodu. MÓJ kluczyk do MOJEGO samochodu. Nie to nie możliwe. Gdzie jest moje dzieciństwo ja się pytam?!?! Przecież jak mam tylko 10 lat. I'm fucking kid, what. Nie moja głowa nie może tego przetworzyć. Nie wierzy w to. Co następne, pójdę do pracy. O sorki, już pracuje. Praca, samochód, konto bankowe. Aby mieszkania mi brakuje i podatków. Ale tego nie chce. Znaczy się podatków, bo jeśli ktoś mi chce ofiarować mieszkanie to przyjmę. Call me. Jedyną, rzeczą która mi w tym przeszkadza jest to, że będę musiała płacić to durne ubezpieczenie, które jest strasznie drogie w Anglii, bo jakieś 60 funtów za samochód osoby uczącej się, a potem jak zdam (jeśli zdam) to ponad stówkę miesięcznie. Więc to mi się nie uśmiecha, no ale takie życie. O kurcze. Właśnie sobie coś uświadomiłam, Monika powiedziała kiedyś, że dorośli zawsze mówią "No i tak to jest" ja już zaczęłam tak mówić. Ok jestem stara. To takie przykre. Ale cóż poradzić. No więc, trzymajcie kciuki, że się nie rozjebie gdzieś tym samochodem, bo będzie nie miło. I tak. Chciałam napisać o tym co się u mnie dzieje, bo nie wiem, czuje, że ten blog to taki mój pamiętnik, więc uznałam, że powinnam więcej tu pisać o swoim życiu co się u mnie dzieje i w ogóle, bo za kilka lat fajnie będzie poczytać i zobaczyć moje opinie i co się u mnie działo kiedy miałam te 17 czy ileś lat.
W ogóle jestem z siebie dumna dzisiaj, bo zadzwoniłam, dzisiaj do banku i się umówiłam na appointment (i jeszcze dobrze to napisał, o yeah), sama po angielsku. Czuje, że podszkoliłam ostatnio swój angielski i bardzo się z tego cieszę, bo jak by nie patrzeć to jestem w Anglii i zostanę to przez przynajmniej 5 lat, bo na pewno pójdę tu na studia. Mam postanowieni, a raczej, nie wiem jak to nazywać, w każdym razie coś takiego, że chcę mieć bardzo dobry angielski zanim pójdę na studia, bo wiadomo, że tam już nie będzie tak łatwo, nie będą tacy wyrozumiali, że o Polka, i zapewne nie będzie Polaków, no więc będę zdana sama na siebie. Dlatego trzeba wziąć los w swoje ręce i polegać tylko na sobie. Boże jaka ja dziś mądra jestem. W ogóle (wiem, że użyłam tego zwrotu już za dużo razy, ale...)mam na biurku od 3 tygodniu całą kupkę książeczek (prospectus) z uniwersytetów, to chyba też się zalicza, do "rzeczy dorosłych, które ostatnio robię", myślę studniach i zaczynam wybierać, gdzie chce iść. No więc tak, nie mam pojęcia czym się stało moje życie, gdzie są latki barbie i beztroskość. No ale tym się obecnie zajmuje. I naprawdę mam tak mało czasu na wszystko nie wiem jak w to jeszcze zmieszczę robienie prawa jazdy, zwłaszcza, że zbliżają się egzaminy. Ale dobra koniec tych pogaduszek. Uciekam, do usłyszenia następnym razem ziomki i królisie (nie pytajcie).
Love always,
Maragret
czwartek, 26 lutego 2015
26.02.15 - Żal
Ślepe oczy poszukujące światła
Nieme usta zastygnięte w połowie imienia
Głuche uszy szukające głosu
Nieczułe ciało pragnące dotyku
Zawiodłam Cię
i teraz nic dobrego we mnie nie zostało
Ślepe oczy, które nigdy nie ujrzą twych zielonych
Nieme usta, które nigdy nie wymówią twojej godności
Głuche uszy, które nigdy nie usłyszą twego śmiechu
Nieczułe ciało, które nigdy nie poczuje twego ciepła
Zawiodłam Cię
i nie mogłam nawet powiedzieć przepraszam
Ciemność to jedyne światło
Krzyk to jedyne słowo
Jęk to jedyny dźwięk
Ból to jedyne uczucie
Zawiodłam Cię
i żałuje tego każdym oddechem
Margaret
środa, 18 lutego 2015
18.02.2015 - Heaven couldn't wait for you
Nie wiem gdzie, nie wiem kiedy, nie wiem jak. Nie wiem kto to powiedział, ale pamiętam, że wywarło to wtedy na mnie niesamowite wrażenia. Było to dawno, tyle pamiętam. Może dwa lata temu. Może krócej. Mam dziwne wrażenie, że to było na religii. Nie ważne. Ważne są słowa, które brzmiały: "Osoby odchodzą w odpowiednim dla nich momencie. Czasem wcześnie, a dzieje się tak dla tego, że jeśli by zostali dłużej na ziemi to popełniły by taki grzech, który byłby niewybaczalny i nie mogły by pójść do nieba." W każdym bądź razie coś w tym stylu. Ale teraz się pojawia pytanie dlaczego ludzie, którzy zabijają, ludzie którzy niszą wszytko wokół siebie nadal są tu pośród nas cali i zdrowi, a ludzie których kochamy umierają. Choć może to nie jest odpowiednie, bo pewnie ci ludzie, też mają kogoś kto ich kocha. Ale... Życie jest takie... jakie? Zaskakujące, tajemnicze, niezrozumiane, okropne, cudowne, dziwne?
Wszyscy mówią, żeby nie porównywać swojego życia z życiem innych, bo nie wiemy przez co oni mogą przechodzić i wiem, że to jest prawda, ale kiedy spojrzysz na osobę w twoim wieku, które spełnia wszystkie swoje marzenia, ma życie o jakim ty marzysz i wiesz, po prostu wiesz, bo znasz ją od podszewki, że nie boryka się z problemami, to po prostu boli. To jestem po prosu tak bardzo nie sprawiedliwe.
Jest trzeci dzień ferii, od trzech dni siedzę w pokoju, praktycznie nie odzywając się do nikogo i teraz dopiero dostrzegam jak bardzo jestem samotna. Samotna i to po części z mojego wyboru. Odcięłam siostry, bo nie mogłam ich słuchać nie po tym jak się dowiedziałam co robią za moimi plecami, jak... Po prostu nie mogłam. Magda i Patryk - oddaliłam się od nich, i chociaż przysięgałam sobie, przyrzekałam na życie, że nigdy ich nie opuszczę to oddalam się od nich, bo to, że jestem w innym kraju zmienia bardzo dużo, to że się tak zmieniam, że nie poznaje sama siebie, zmienia jeszcze więcej.
I chociaż tak bardzo starałam się o tym nie myśleć, nie myśleć o niczym co wydarzyła się w przeciągu ostatnich 6 miesięcy, to nie mogę, zbyt długo się przed tym ukrywałam, udawałam, że nic się nie zmieniło, że wcale nie jestem w obcym kraju, praktycznie sama, że nigdy więcej nie zobaczę mojej mamy, czy że nic nie będzie takie same. Rzeczywistość zaczęła do mnie docierać i wcale tego nie chcę, bo to bali, tak bardzo boli. Kiedy sobie pomyślę, że prawdopodobnie nie wrócę do Polski na stałe, że wcale nie pójdę na studia z Magdą tak jak obiecywałam, że nigdy nie pójdę na studniówkę, że mojej mamy nie będzie na moim ślubie, że nigdy nie wygram tego zakładu z nią, który założyłyśmy 5 lat temu, bo jak ja będę miała 40 lat, to jej nie będzie już tu od 24 lat. Po prostu nie rozumiem. Tak bardzo teraz niczego nie rozumiem. Jak w jednej chwili osoba może być, a w następnej zniknąć na zawsze.
Mówią, że jest 5 etapów żałoby.
Pierwszy to zaprzeczenie - to nie mogło się stać, zaraz się obudzę i wszytko będzie ok
Drugi to gniew - co to jest, to nie tak miało być, kto tym kieruje, co ty sobie myślisz!
Trzeci to targowanie się - jeśli zrobiłabym coś inaczej to to by się to nie stało, zabierz mnie, a ją zwróć, co by się stało, gdybyśmy zrobili wtedy to, a nie to, czy wtedy nadal byś tu była
Czwarty to depresja - kiedy uświadomisz sobie, że to naprawdę się stało, i nie da się już cofnąć czasu, załamujesz się, wszystko cię przerasta, nie dajesz rady, wycofujesz się, zamykasz w sobie
Ja jestem na tym etapie i nie potrafię sobie z nim poradzić, zwłaszcza, kiedy wszyscy myślą, że jest ok, że zapomniałam, że nic mi nie jest, że się przyzwyczaiłam. Ale nie chcę, aby wiedzieli, bo co mi to da. Nic. Po prostu nie chcę czuć. Tak bardzo nie chcę czuć niczego. Ironiczne, prawda. Jak te 6 miesięcy temu nic nie czułam i to mnie przytłaczała, jak chciałam coś poczuć, a teraz oddałam bym tak wiele, żeby po prostu nic nie czuć, egzystować i tyle.
Istnieje też piąty etap - akceptacja, ale myślę, że nigdy do niego nie dojdę, bo jak można zaakceptować, że ktoś kogo znałaś przez całe życie, który się tobą opiekował, wychował, ktoś kogo widywałaś codziennie nagle zniknął i nie wróci?
I kiedy widzę twoja twarz, spoglądającą na mnie z ramki zdjęcia, bo tylko taki sposób został, wiem że cię zawiodłam. Że zawiodłam i nigdy nie będę mogła tego naprawić, bo cię już nie ma.
Wszyscy mówią, żeby nie porównywać swojego życia z życiem innych, bo nie wiemy przez co oni mogą przechodzić i wiem, że to jest prawda, ale kiedy spojrzysz na osobę w twoim wieku, które spełnia wszystkie swoje marzenia, ma życie o jakim ty marzysz i wiesz, po prostu wiesz, bo znasz ją od podszewki, że nie boryka się z problemami, to po prostu boli. To jestem po prosu tak bardzo nie sprawiedliwe.
Jest trzeci dzień ferii, od trzech dni siedzę w pokoju, praktycznie nie odzywając się do nikogo i teraz dopiero dostrzegam jak bardzo jestem samotna. Samotna i to po części z mojego wyboru. Odcięłam siostry, bo nie mogłam ich słuchać nie po tym jak się dowiedziałam co robią za moimi plecami, jak... Po prostu nie mogłam. Magda i Patryk - oddaliłam się od nich, i chociaż przysięgałam sobie, przyrzekałam na życie, że nigdy ich nie opuszczę to oddalam się od nich, bo to, że jestem w innym kraju zmienia bardzo dużo, to że się tak zmieniam, że nie poznaje sama siebie, zmienia jeszcze więcej.
I chociaż tak bardzo starałam się o tym nie myśleć, nie myśleć o niczym co wydarzyła się w przeciągu ostatnich 6 miesięcy, to nie mogę, zbyt długo się przed tym ukrywałam, udawałam, że nic się nie zmieniło, że wcale nie jestem w obcym kraju, praktycznie sama, że nigdy więcej nie zobaczę mojej mamy, czy że nic nie będzie takie same. Rzeczywistość zaczęła do mnie docierać i wcale tego nie chcę, bo to bali, tak bardzo boli. Kiedy sobie pomyślę, że prawdopodobnie nie wrócę do Polski na stałe, że wcale nie pójdę na studia z Magdą tak jak obiecywałam, że nigdy nie pójdę na studniówkę, że mojej mamy nie będzie na moim ślubie, że nigdy nie wygram tego zakładu z nią, który założyłyśmy 5 lat temu, bo jak ja będę miała 40 lat, to jej nie będzie już tu od 24 lat. Po prostu nie rozumiem. Tak bardzo teraz niczego nie rozumiem. Jak w jednej chwili osoba może być, a w następnej zniknąć na zawsze.
Mówią, że jest 5 etapów żałoby.
Pierwszy to zaprzeczenie - to nie mogło się stać, zaraz się obudzę i wszytko będzie ok
Drugi to gniew - co to jest, to nie tak miało być, kto tym kieruje, co ty sobie myślisz!
Trzeci to targowanie się - jeśli zrobiłabym coś inaczej to to by się to nie stało, zabierz mnie, a ją zwróć, co by się stało, gdybyśmy zrobili wtedy to, a nie to, czy wtedy nadal byś tu była
Czwarty to depresja - kiedy uświadomisz sobie, że to naprawdę się stało, i nie da się już cofnąć czasu, załamujesz się, wszystko cię przerasta, nie dajesz rady, wycofujesz się, zamykasz w sobie
Ja jestem na tym etapie i nie potrafię sobie z nim poradzić, zwłaszcza, kiedy wszyscy myślą, że jest ok, że zapomniałam, że nic mi nie jest, że się przyzwyczaiłam. Ale nie chcę, aby wiedzieli, bo co mi to da. Nic. Po prostu nie chcę czuć. Tak bardzo nie chcę czuć niczego. Ironiczne, prawda. Jak te 6 miesięcy temu nic nie czułam i to mnie przytłaczała, jak chciałam coś poczuć, a teraz oddałam bym tak wiele, żeby po prostu nic nie czuć, egzystować i tyle.
Istnieje też piąty etap - akceptacja, ale myślę, że nigdy do niego nie dojdę, bo jak można zaakceptować, że ktoś kogo znałaś przez całe życie, który się tobą opiekował, wychował, ktoś kogo widywałaś codziennie nagle zniknął i nie wróci?
I kiedy widzę twoja twarz, spoglądającą na mnie z ramki zdjęcia, bo tylko taki sposób został, wiem że cię zawiodłam. Że zawiodłam i nigdy nie będę mogła tego naprawić, bo cię już nie ma.
Heaven couldn't wait for you
No, heaven couldn't wait for you
Margaret
piątek, 9 stycznia 2015
09.01.15 - Postanowienia noworoczne....?
Właśnie przeczytałam moje postanowienia noworoczne z tamtego roku i doszłam do faktu, że prawie wszystkich nie udało mi się osiągnąć, chociaż można powiedzieć, że osiągnęłam te które powinny być najważniejsze dla mojej osoby jak bycie bardziej pewnym siebie i trochę mniej nieśmiałym. Lecz to wciąż nie zmienia faktu, że większości z nich nie dotrzymała, a tak bardzo chciałam, aby się one spełniły.
Wiele osób mówi, że dużo lepiej jest ustalać cele zamiast postanowień, dlatego w tym roku to właśnie zrobię.
Cele na 2015:
- Zdrowo się odżywiać i wyrzeźbić ciało jakiego pragnę (tak znowu to samo na pierwszym miejscu), wiem że jestem do tego zdolna, muszę po prostu wziąć się za siebie, bo niestety nie jest to takie łatwe na jakie wygląda, ale gdyby było wszyscy by to mieli, a ja nie chcę być jedną ze wszystkich. Będzie to wymagało wytrwałości i silnej woli, ale dam radę. Już zaczęłam działać w tym kierunku i mam nadzieje, nie nie mam nadziei, to po prostu mi się uda. Trzymajcie za mnie kciuki mimo wszytko.
- Zaliczyć egzaminy AS na A - jest to dość trudne, i również będzie wymagało dużo wytrwałości, poświęcenia i nauki, ale damy rade. My nie damy??? Ogólnie muszę przestać mieć podejście do szkoły typu: a tam zrobię na odwal, może się uda, a tam coś wymyślę na bieżąco, będę improwizować, może ktoś to za mnie zrobi, mam jeszcze czas zrobię to później. Ach to moje podejście samo mnie irytuje, więc trzeba je zmienić!
- Być dobrym - to może wydawać się dość dziwne, ale uważam, że jestem bardzo złym człowiekiem, że nie pomagam ludziom, że oceniam ich bez podstawy etc. Mówią, że "dobre rzeczy przytrafiają się dobry ludziom", więc why not.... Chcę przez to również poprawić stosunki z najbliższymi, ale także z nieznajomymi. Muszę być bardziej otwarta i mniej przerażona ludźmi, bo w 90% oni też są ludźmi i rozumieją wszytko doskonale, i wcale nie są tacy straszni jak na pierwszy rzut oka.
Tak oto w tym roku ograniczam się tylko i wyłącznie do 3, ponieważ wiem, że jeśli ustanowię sobie masę celów, to nigdy ich nie osiągnę. Zatem 3 wydaje się rozsądną liczbą i oto mam szczerą nadzieję, że dam radę wszystkie je osiągnąć. Myślę, że najtrudniejszym będzie numer 3, ale zobaczymy. Życzę wam wszystkim wspaniałego nowego roku i żeby wszystkie wasze postanowienia bądźże cele się spełnią w tymże roku. Happy 2015!
P.S. First they will ask why, then they will ask how.
Love,
Margaret
czwartek, 18 grudnia 2014
18.12.14 - Siedemnaście
Coraz bliżej, coraz szybciej. Jeszcze tylko rok, a potem co? Pełnoletność nie jest łatwa, lecz każdy dąży do niej, każdy czek na ten dzień, w którym w końcu sanie się osobą dorosło, lecz dla mnie to bzdury. Liczba cię nie określa i to, że w końcu będziesz miał te osiemnaście lat nie oznacza, że z dnia na dzień staniesz się osobą dorosło, odpowiedzialną i gotową na samodzielne życie. Bo spójrzmy prawdzie w oczy to tylko liczba. Prawda w świetle prawa jesteś dorosły i tak mają cie traktować, ale twoje zachowanie zależy tylko od ciebie.
Tak więc ja jestem teraz tu, o krok od pełnoletności, a jednak czuje, że już dawno ją osiągnęłam.
Minął kolejny rok kolejny rok mojego życia, a tak wiele się zmieniło. To samo mówiłam w poprzednie urodziny, lecz jak mało wtedy wiedziałam, jak mało wiedziałam. Mówiłam, że poważnie się myliłam nazywając moje 15 rodziny najgorszymi w życiu, że dużo gorsze rzeczy mi się przytrafiły od tamtego czasu i że nie doceniałam swojego życia w tamtym czasie, więc co mam powiedzieć teraz....
teraz kiedy wszystko się kompletnie spieprzyło.Gdybym tylko wiedziała, gdybym tylko wiedziała, co mnie czeka. Tak wiele, rzeczy bym zmieniała, tak wiele oddała, aby cofnąć się w czasie i naprawić błędy, tak wiele bym dała, aby to moje życie było zabrane, zamiast mojej mamusi. Siedzą w tamtym roku w bursie przy torcie niespodziance od dziewczyn z bursy i dyskutując o tym że moim największym zmartwienie jest historia i jak to mnie wkurza, tak mało wiedziałam. Jednak może dobrze, że nie wiedziałam wiele. Każdy dorasta przez swoje błędy i uczy czegoś nowego, niestety błędów jakie popełniłam nie da się naprawić. I chociaż może nie spieprzyłam sobie życia decyzją o wyjeździe o Anglii, to na pewno zamknęłam tym jeden bardzo ważny rozdział mojego życia i nie jestem kompletnie zadowolona z tego, bo nie chciałam oddać się od wszystkich których znałam, nie chciałam być postawiona w środku konfliktu i nie chciałam być czarno owcą w rodzinie, tylko przez to że postanowiłam zamieszkać z rodzicem, który mi został, zamiast z dziadkami. To nie jest fair, moje życie nie jest fair.
Długo unikałam tego tematu, nie przyjmowałam do wiadomości, tego że moja mamusia nie żyje, lecz po mału te myśli do mnie docierają i kompletnie mnie załamują, Fakt, że nigdy więcej nie usłyszę jej głosu, nie przytulę, czy nie zobaczę, załamuje mnie kompletnie. I nie mogę pojąc jak to życie działa, że w jednej chwili mamy wszytko a w następnej nic. Nie rozumiem w ogóle co to jest śmierć i dlaczego istnieje. Proszę niech mi to ktoś wytłumaczy, bo się zgubiłam. Zgubiłam się i już nie wiem kim jestem. Co się stało z dawną Małgosią, którą nazywałam smutną dziewczynką, a która było czymś znacznie więcej niż nią. Kim jest ta nowa osoba, która codziennie widzę i jak mam ją rozgryźć????
Margaret
Tak więc ja jestem teraz tu, o krok od pełnoletności, a jednak czuje, że już dawno ją osiągnęłam.
Minął kolejny rok kolejny rok mojego życia, a tak wiele się zmieniło. To samo mówiłam w poprzednie urodziny, lecz jak mało wtedy wiedziałam, jak mało wiedziałam. Mówiłam, że poważnie się myliłam nazywając moje 15 rodziny najgorszymi w życiu, że dużo gorsze rzeczy mi się przytrafiły od tamtego czasu i że nie doceniałam swojego życia w tamtym czasie, więc co mam powiedzieć teraz....
teraz kiedy wszystko się kompletnie spieprzyło.Gdybym tylko wiedziała, gdybym tylko wiedziała, co mnie czeka. Tak wiele, rzeczy bym zmieniała, tak wiele oddała, aby cofnąć się w czasie i naprawić błędy, tak wiele bym dała, aby to moje życie było zabrane, zamiast mojej mamusi. Siedzą w tamtym roku w bursie przy torcie niespodziance od dziewczyn z bursy i dyskutując o tym że moim największym zmartwienie jest historia i jak to mnie wkurza, tak mało wiedziałam. Jednak może dobrze, że nie wiedziałam wiele. Każdy dorasta przez swoje błędy i uczy czegoś nowego, niestety błędów jakie popełniłam nie da się naprawić. I chociaż może nie spieprzyłam sobie życia decyzją o wyjeździe o Anglii, to na pewno zamknęłam tym jeden bardzo ważny rozdział mojego życia i nie jestem kompletnie zadowolona z tego, bo nie chciałam oddać się od wszystkich których znałam, nie chciałam być postawiona w środku konfliktu i nie chciałam być czarno owcą w rodzinie, tylko przez to że postanowiłam zamieszkać z rodzicem, który mi został, zamiast z dziadkami. To nie jest fair, moje życie nie jest fair.
Długo unikałam tego tematu, nie przyjmowałam do wiadomości, tego że moja mamusia nie żyje, lecz po mału te myśli do mnie docierają i kompletnie mnie załamują, Fakt, że nigdy więcej nie usłyszę jej głosu, nie przytulę, czy nie zobaczę, załamuje mnie kompletnie. I nie mogę pojąc jak to życie działa, że w jednej chwili mamy wszytko a w następnej nic. Nie rozumiem w ogóle co to jest śmierć i dlaczego istnieje. Proszę niech mi to ktoś wytłumaczy, bo się zgubiłam. Zgubiłam się i już nie wiem kim jestem. Co się stało z dawną Małgosią, którą nazywałam smutną dziewczynką, a która było czymś znacznie więcej niż nią. Kim jest ta nowa osoba, która codziennie widzę i jak mam ją rozgryźć????
Margaret
niedziela, 16 listopada 2014
16.11.14 - Nigdy nie wysłana wiadomość
nie wiem co mam zroibć bez was przy moim boku każdego dnia, nie wiem co ma zroibić ze sobą, całymi dniam siedze sama w zamkniętym pokoju wspominam czasy kiedy byliśmy razem, kiedy wszystko było łatwiejsze, choć wydawało się dla nas najtrudniesze w tamtej chwili, kiedy mogłam wskoczyć na rower i w przeciągu pięciu minut zoabaczyć wasze twarze, kiedy nie dzieliły nas tysiące kilometrów, kiedy codziennie wracaliśmy razem ze szkoły śpiewając to na co aktualnie mieliśmy obsesje, kiedy między lekcjami wymienialiśmy sie plotkami z lekcji, kiedy planowaliśmy wsólną przyszłość nie przyjmując mysli, że nasze plany się nie spełnią, kiedy nie pozwalaliście mi was nienawidzić bezwłocznei wywołując uśmiech na mojej twarzy, choć tak bardzo staralm sie wtedy nie wpuścić go na moją twarz, kiedy spontanicznie rzucałam wpadnijcie do mnie, bo taki miałam kaprys, kiedy mogłam was pocieszyć, bo wiedziałam, że coś was nieokoim, kiedy mogłam odczytać odpowiedz z waszych oczu, kiedy miałam tak wiele, a tak niewiele doceniam, kiedy nie miałam pojęcia, że was kocham, ale kochałam., tak wiele bym dała, żeby te czasy wróciły, ale nie ma już na to szans, prawda?
Nie wiedziałam co to znaczy tęsknić, oczywiście, tęskniłam za tatą, ale wtedy nawet go nie znałam, tęskniłam za wakacjami czy świętami, ale teraz wiem, ze to nie była prawdziwa tęsknota. Kiedy wy tęsknicie tylko za mną, bo wiem, że tęsknicie i moge to powiedzieć i wiem, ze to nie jest samolubne, to ja tęsknie za wami wszytkimi, nie tylko za jedno osobą, ale za tak wieloma, że nie mogę już ich chyba zliczyć, i to boli tak bardzo, bo już wiem, ze tęsknić to nie znaczy chcieć aby coś już nadeszło, tęsknić to znaczy kochać
- "...jedź, ale jako twoja przyjaciółka będę cholernie za tobą tęsknić"
For those days we felt like a mistake,
Nie wiedziałam co to znaczy tęsknić, oczywiście, tęskniłam za tatą, ale wtedy nawet go nie znałam, tęskniłam za wakacjami czy świętami, ale teraz wiem, ze to nie była prawdziwa tęsknota. Kiedy wy tęsknicie tylko za mną, bo wiem, że tęsknicie i moge to powiedzieć i wiem, ze to nie jest samolubne, to ja tęsknie za wami wszytkimi, nie tylko za jedno osobą, ale za tak wieloma, że nie mogę już ich chyba zliczyć, i to boli tak bardzo, bo już wiem, ze tęsknić to nie znaczy chcieć aby coś już nadeszło, tęsknić to znaczy kochać
- "...jedź, ale jako twoja przyjaciółka będę cholernie za tobą tęsknić"
For those days we felt like a mistake,
Those times when love's what you hate
Somehow
We keep marchin on
For those nights that I couldn't be there,
I've made it harder to know that you know
That somehow
We'll keep movin on
There's so many wars we fought
There's so many things we're not
But with what we have
I promise you that
We're marchin on
We're marchin on
For all of the plans we've made
There isn't a flag I'd wave
Don't care where we've been
I'd sink us to swim
We're marchin on
We're marchin on
For those doubts that swirl all around us
For those lives that tear at the seams
We know
We're not what we've seen
Oh
For this dance we move with each other
There ain't no other step
Than one foot
Right in front of the other
Oh
There's so many wars we fought
There's so many things we're not
But with what we have
I promise you that
We're marchin on
We're marchin on
For all of the plans we've made
There isn't a flag I'd wave
Don't care where we've been
I'd sink us to swim
We're marchin on
We're marchin on
Right Right Right Right Left
Right Right Right Right Left
Right Right Right Marchin On
We'll have the days we break
And we'll have the scars to prove it
We'll have the bombs that we saved
And we'll have the heart
Not to lose it
For all of the times we stopped
For all of the things I'm not
Oh!
You put one foot in front of the other
We move like we ain't got no other
We go where we go we're marchin on
Marchin on
There's so many wars we fought
There's so many things we're not
But with what we have
I promise you that
We're marchin on
We're marchin on
Right Right Right Right Left
Right Right Right Right Left
Marchin On
Marchin on
Miałam plany, żeby zrobić do tej piosenki filmik, o nas, ale wszytko poszło nie tak.
“The Best Part Of Missing You Is, "I Recall Every Single Moment Spent With You."
Bt The Worst Part Is,"I Miss You So Badly.”
Bt The Worst Part Is,"I Miss You So Badly.”
Gdybym mogła zrobić jedną niemożliwa rzecz, poprosiłabym o to, aby nigdy nie musieć za niczym tęsknić, bo jest to najgorsze uczucie na świecie.
Margaret
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)