niedziela, 31 stycznia 2016

31.01.16 - Life goes on

Kolejny rok minął. Wydarzenia z przeszłości zanikają coraz bardziej. Nowe wspominia zastępują stare. Nowe tradycje, nowe wzorce, nowe zachowania. Wszystko się zmienia. Teorytycznie nic nie zmienia się w jeden dzień. Zazywczaj nie zauważmy zmian od razu. Dopiero po jakimś czasie uświadamiamy sobie, że jednak to już nie jest to samo, że coś się zmieniło. Czasmi zajmuje nam to kilka dni, tygodni, a czasmi kilkanaście miesięcy lub lata. Ale nie ważne ile czasu nam to zajmuje, bo w pewnym momencie po prostu to cię uderza i wtedy już nie ma odwrotu.
Lubię mówić, że się nigdy nie zmieniam. Że nie zmieniam się dla osób, bo one tego chcą. Że będę tą samą osobą przez całe życie. Ale tak nie jest. I ja dobrze o tym wiem. Wiem o tym od chwili kiedy zaczęłam mówić, że się nie zmieniam. Prawda jest taka że zminiam się codzień. Każda nowa informacja, każda nowa niteczką wiedzy czy doświadazczenia, zmienia nas. Nie zauważmy tego od razu, ale z czasm, im więcej tego tym bardziej się zmieniam. Zmianiam poglądy i wierzenia. Zmeinaimy siebie.
Każdy chce być najlepszy. Najlepszą wersją siebie. Ale co sie stanie kiedy w pogodni za tym staniemy sie tylko gorszą wersją siebie, wersją osbób które uważamy za najlepsze, ale tak naprawde nimi nie są. Z kim się przystajesz takim sam się stajesz. To prawda i zauważyłam to na sobie.

No więc do czego z tym wszystkim zmienierzam? Zmieniłam się. Może nie chciałam, może się broniłam, ale się zmieniłam. Dawne wartości nie są już dla mnie wartościami i chociaż obiecałam sobie, przysięgałam sobie i innym, że nie zmienie tego, że tak bedzie zawsze. Nawet zakładałam się o to, to i tak to się stało. Może jednak oni wiedzieli lepiej. A może ja też wiedziałam, tylko chciałam sama w to uwierzyć, i dlatego siebie okłamywałam.

Life goes on. Rok temu byłam zagubiona, nie widziałam co się dzieje z moim życiem. Nie widziałam jak wyjść na prostą drogę. Byłam załamana, chociaż próbowałam tego nie pokazywać, to byłam w kawałkach. Szczerze to nie wiedziałam jak życ. Czy żyć. Pierszy raz w moim życiu poważnie myślałam o samobójstwie. Myślałam o tym wcześniej kilkanaście razy, ale to było na podsawie, że  byłam smutna i tak myślałam, ale nigdy bym tego nie zrobiłabym i o tym wiedziałam. Jednakże w tamtym roku byłam u krawędzi. W jednym momencie dosłownie minuty dzieliły mnie o tego aby to zrobić. Byłam tak blisko. Nie wiem czy nadal bym tu była gdyby nie pewna osoba. Na szczęscie pomogła mi ona przez to przejśc i to pokonać. Jednak to że tego nie zrobiłam nie oznacza, że ta chwila nie zostawiła rysy. Chyba w tamtym momencie upadłam na samo dno. I przez długi czas nie wiedziałam jak się od niego odbić. I nie myślcie, że to było tak że wszyscy zauważyli, bo nikt nie zauważył. Bo przecież dalej tam byłam, robiłam to co robić powinnam, śmiałam się i uśmiechałam kiedy byłam między ludzmi, tylko 4 ściany mojego pokoju znały prawdę.

Ale odbiłam się od dna. Przetrwałam i chyba.... zaczyna się wszystko układać. Nadal w to nie wierzę i nie wiem jak to się stało, ale znalazłam osobę, która mnie pokochała i jest tu dla mnie w każdej chwili. I nie wiem czy sobie na to zasłuzyłam, a raczej nadal uważam, że nie zasłużyłam. I mimo wszytko. Mimo mojego strachu i oporów to... pokochałam tę osobę również. I nie, nadal nie rozumiem co to do końca znaczy. I nie, nadal boję się kochać i ofiarować komuś moje serce. Ale to zrobiłam. Więc jednak się zmieniłam.

Dawno nic tu nie pisałam, ponieważ to, ten blog, były moim miejscem do którego uciekałam kiedy miałam dość, kiedy nie mogłam już tak żyć, kiedy po prostu życie było za ciężkie, żeby nadal żyć.
Przez ostatnie kilka miesiecy nie potrzebowałam tego miejsca do kótego mogłam uciec aby wylać wszystkie moje smutki, aby prowadzić ten jednostronny monolog, ponieważ znalazłam nowe miejsce. Miejsce w którym czuje się naprawdę dobrze, miejsce które wysłuchuje wszytkich moich smutków i zmartwień i które...odpowiada. Znalazłam osobę, która stała się moim sekretym miejscem do kótrego tylko ja mam dostęp, gdzie wiem, że moje sekrety są bezpieczne.

I chociaż lubie mówić, że jestem bez serca i że jestem zimną suką to chyba nie jestem, Chyba jednak mam serce, które jeszcze funkcjonuje.

Etap piąty - akceptacja.

Now I'm letting you go. Tak miało być. I chciaż jest cięzko to mi się uda. Kiedyś zobaczę Cię ponownie. Kiedyś....kiedy będzie na to czas, a nie kiedy tak postanowie.

You see her when you close your eyes
Maybe one day you'll understand why

But you olny need the light when it's burning low
Only miss the sun when it starts to snow
Only know you love her when you let her go
Only know you've been high when you're feeling low
Only hate the road when you're missing home
Only know you love her when you let her go

Well you see her when you fall asleep
But never to touch and nver to keep

One day.


Love always,
Maragret

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz