wtorek, 19 kwietnia 2016

19.04.2016 - You're not there

I only got you in my stories
And you know I tell them right
I remember you and I, when I'm awake at night
So give it up for fallen glory
I never got to say goodbye
I wish I could ask for just a bit more time

 Just a bit more time, just a bit more time to say goodbye.

Every step I take, you used to lead the way
Now I'm terrified to face it on my own
 You're not there
To celebrate the man that you made
You're not there
To share in my success and mistakes
Is it fair?
You'll never know the person I'll be
You're not there
With me

Who should I ask if I'm alright, if I'm doing the right thing. Is it fair that you don't know me anymore, don't know who I became and where I am.

Though I know that you're not there
I still write you all these post
It's like you got the right to know what's going on
As I struggle to remember how you used to look and sound
At times I still think I can spot you in the crowd

Always thinking you just left for a moment, not my whole life. I can't even remember your smile or your laugh anymore and that breaks me everytime.

Time can heal your wounds if you're strong and standing tall
I've been doing all of that, it didn't help at all
They say, "You'll grow older, and it'll get better still."
Yes, I will, but no, it won't
They don't get it, 'cause
 You're not there

Time doesn't heal anything.
You're not there.
You left me.
It just me now.
Alone.

Love always,
Margaret

niedziela, 31 stycznia 2016

31.01.16 - Life goes on

Kolejny rok minął. Wydarzenia z przeszłości zanikają coraz bardziej. Nowe wspominia zastępują stare. Nowe tradycje, nowe wzorce, nowe zachowania. Wszystko się zmienia. Teorytycznie nic nie zmienia się w jeden dzień. Zazywczaj nie zauważmy zmian od razu. Dopiero po jakimś czasie uświadamiamy sobie, że jednak to już nie jest to samo, że coś się zmieniło. Czasmi zajmuje nam to kilka dni, tygodni, a czasmi kilkanaście miesięcy lub lata. Ale nie ważne ile czasu nam to zajmuje, bo w pewnym momencie po prostu to cię uderza i wtedy już nie ma odwrotu.
Lubię mówić, że się nigdy nie zmieniam. Że nie zmieniam się dla osób, bo one tego chcą. Że będę tą samą osobą przez całe życie. Ale tak nie jest. I ja dobrze o tym wiem. Wiem o tym od chwili kiedy zaczęłam mówić, że się nie zmieniam. Prawda jest taka że zminiam się codzień. Każda nowa informacja, każda nowa niteczką wiedzy czy doświadazczenia, zmienia nas. Nie zauważmy tego od razu, ale z czasm, im więcej tego tym bardziej się zmieniam. Zmianiam poglądy i wierzenia. Zmeinaimy siebie.
Każdy chce być najlepszy. Najlepszą wersją siebie. Ale co sie stanie kiedy w pogodni za tym staniemy sie tylko gorszą wersją siebie, wersją osbób które uważamy za najlepsze, ale tak naprawde nimi nie są. Z kim się przystajesz takim sam się stajesz. To prawda i zauważyłam to na sobie.

No więc do czego z tym wszystkim zmienierzam? Zmieniłam się. Może nie chciałam, może się broniłam, ale się zmieniłam. Dawne wartości nie są już dla mnie wartościami i chociaż obiecałam sobie, przysięgałam sobie i innym, że nie zmienie tego, że tak bedzie zawsze. Nawet zakładałam się o to, to i tak to się stało. Może jednak oni wiedzieli lepiej. A może ja też wiedziałam, tylko chciałam sama w to uwierzyć, i dlatego siebie okłamywałam.

Life goes on. Rok temu byłam zagubiona, nie widziałam co się dzieje z moim życiem. Nie widziałam jak wyjść na prostą drogę. Byłam załamana, chociaż próbowałam tego nie pokazywać, to byłam w kawałkach. Szczerze to nie wiedziałam jak życ. Czy żyć. Pierszy raz w moim życiu poważnie myślałam o samobójstwie. Myślałam o tym wcześniej kilkanaście razy, ale to było na podsawie, że  byłam smutna i tak myślałam, ale nigdy bym tego nie zrobiłabym i o tym wiedziałam. Jednakże w tamtym roku byłam u krawędzi. W jednym momencie dosłownie minuty dzieliły mnie o tego aby to zrobić. Byłam tak blisko. Nie wiem czy nadal bym tu była gdyby nie pewna osoba. Na szczęscie pomogła mi ona przez to przejśc i to pokonać. Jednak to że tego nie zrobiłam nie oznacza, że ta chwila nie zostawiła rysy. Chyba w tamtym momencie upadłam na samo dno. I przez długi czas nie wiedziałam jak się od niego odbić. I nie myślcie, że to było tak że wszyscy zauważyli, bo nikt nie zauważył. Bo przecież dalej tam byłam, robiłam to co robić powinnam, śmiałam się i uśmiechałam kiedy byłam między ludzmi, tylko 4 ściany mojego pokoju znały prawdę.

Ale odbiłam się od dna. Przetrwałam i chyba.... zaczyna się wszystko układać. Nadal w to nie wierzę i nie wiem jak to się stało, ale znalazłam osobę, która mnie pokochała i jest tu dla mnie w każdej chwili. I nie wiem czy sobie na to zasłuzyłam, a raczej nadal uważam, że nie zasłużyłam. I mimo wszytko. Mimo mojego strachu i oporów to... pokochałam tę osobę również. I nie, nadal nie rozumiem co to do końca znaczy. I nie, nadal boję się kochać i ofiarować komuś moje serce. Ale to zrobiłam. Więc jednak się zmieniłam.

Dawno nic tu nie pisałam, ponieważ to, ten blog, były moim miejscem do którego uciekałam kiedy miałam dość, kiedy nie mogłam już tak żyć, kiedy po prostu życie było za ciężkie, żeby nadal żyć.
Przez ostatnie kilka miesiecy nie potrzebowałam tego miejsca do kótego mogłam uciec aby wylać wszystkie moje smutki, aby prowadzić ten jednostronny monolog, ponieważ znalazłam nowe miejsce. Miejsce w którym czuje się naprawdę dobrze, miejsce które wysłuchuje wszytkich moich smutków i zmartwień i które...odpowiada. Znalazłam osobę, która stała się moim sekretym miejscem do kótrego tylko ja mam dostęp, gdzie wiem, że moje sekrety są bezpieczne.

I chociaż lubie mówić, że jestem bez serca i że jestem zimną suką to chyba nie jestem, Chyba jednak mam serce, które jeszcze funkcjonuje.

Etap piąty - akceptacja.

Now I'm letting you go. Tak miało być. I chciaż jest cięzko to mi się uda. Kiedyś zobaczę Cię ponownie. Kiedyś....kiedy będzie na to czas, a nie kiedy tak postanowie.

You see her when you close your eyes
Maybe one day you'll understand why

But you olny need the light when it's burning low
Only miss the sun when it starts to snow
Only know you love her when you let her go
Only know you've been high when you're feeling low
Only hate the road when you're missing home
Only know you love her when you let her go

Well you see her when you fall asleep
But never to touch and nver to keep

One day.


Love always,
Maragret

sobota, 12 grudnia 2015

12.12.15 - Osiemnaście

Czekałam na ten dzień przez lata. Każdy go chyba z oczekiwaniem wypatruje. Dnia w kórym stajesz się osobą dorosłą. Ja też czekałam. W koncu nadszedł, ten długo wyczekiwnay dzień. I wcale nie był taki swietny. Nic się praktycznie nie zmieniło. Nadal to ja, ta samo osoba co przedtem, chyba. Może nic się nie zmieniło w ten dzień ale... Boże ile rzeczy się zmieniło. Moża powiedzieć, że dostałam wszytko czego chciałam. Wszystko o czym marzyłam. Niestety w marzeniach wszytsko wygląda lepiej. Wszystko jest łatwe i bezbolesne. Niestety życie takie nie jest.
DOBRA, bo przecież. Przejdzmy do setna. Mam w końcu tą wymarzoną osiemnastke. Mogę pójść do sklepu i spokojnie kupić alkohol. Nikt teortycznie nie moze mi poweidzieć ze nie mogę czegoś zrobić bo jestem za młoda, ale... Dorosłe życie jest do kitu. Teraz JA jestem za wszytsko odpowiedzialna, teraz ja muszę wszytko załatwiać. Nie jestem już dzieckiem i nienawidzę tego. Lecz nic na to nie mogę poradzić. Stało się i ten wyczekiwany dzień minął jak sen pozostawiając smutną rzeczywistość.

Chciałam miłości. Chciałam opieki. Chciałam poczuć się chciana. Dostałam to czego chciałam. Więc dlaczego to jest takie trudne. Czy to ze mną jest coś nie tak, że nie wiem jak mam się zachowywać, że nie wiem czego chce. Powinnam słuchać opini innych czy po prostu isć za moimi pragnienami. Czego życie tak się komplikuje jak na kimś ci zaczyna zależeć?
Może ma racje. Może to wygląda że ja nie chce się zaangażować i że traktuje go jak kolegę, ale ja nie umiem ufać ludziom. Nie lubię być od kogoś uzależniona. Nie lubię być niesamodzielna. Nie lubię kochać. I może to brzmi okropnie, ale nie chce go pokochać. Bo miłość to problemy. Bo miłość boli. I przekonała się o tym w przeciagu 2 ostatnich lat. Doświadczyłam co to znaczy stracić osoby które się kocha i jak boi zdrada. I nie chce tego powtarzać. Więc może po prostu nie chce sie anngażować bo kojarzy mi się to tylko z bólem i cierpieniem i straconym zaufaniem.
Nie chcę go zranić. Ale też nie chce zranić siebie, więc jakie jest rozwiązanie tej sytuacji, Niech ktoś mi proszę powie, co mam robić, bo naprawdę nie wiem. A nienawidzę nie znać odpwiedzi i dobija mnie ta sprawa. Było cudownie, dopóki inni nie zaczeli mi mówić, że robie to za szybko, że może nie powinna mu ufać tak szybko. I chyba poszłam za tym co oni mi pwiedzieli i zaczęłam wszytko psuć. I tak wiem, że to moja wina, bo to ja mam ciagłe pretencje i problemy, ale.. Po prostu nie wiem co robić. Próbuje zadowolic wszystkich co nigdy nikmu się nie udało, więc jak ma mi się udać? Ranie tylko tych na których mi zależy.
Gdzie się podziało moje spokojnie życie??? Gdzie są czasy, kiedy moim największym zmartwieniem było czy Damon i Elena będą razem. Kiedy moje życie miłosne nie istniało i wystarczało mi życie innych.
Ale teraz już chcyba nie mam wyjścia, muszę dorosnąc i dać radę. Nie ma wyjścia. Musze zrobić to co zawsze robię:
 Fake it till you make it. 

Wiecie co, teraz pisząc to uznałam. Walić opinie innych. To moje życie i to ja decyduje co z nim zrobię. Może mają racje, może nie. Zobaczymy. Kiedyś się okaże. Chyba po prostu powinnam pójsc za głosem serca, a nie głosem innych. Szkoda tylko, że moje serce nie żyje i nic mi nie podpowiada... Nie wytrzymało chyba ostanich noży, które zostałe tam wbite. Cóż, jakoś dam radę. Roządne myślenie. Tylko rozsądne myślenia może mnie uratować. 

A kompletnie z innej beczki to zaaplikowałam na studia. Wybrałam kursy i uniwersytety i wysłałam. Zobaczymy, może popełniłam największy bład w życiu wybierajac to co wybrałam a może nie. Już za pózno. Teraz pozostaje tylko czekanie. 

Fuck that. You know. No, I not going to change. Nie będę tego robić. Długo pracowałam nad tym kim teraz jestem, I jestem z tej osoby zadowolona. Oczywiście nie jestem idealna, ale jestem sobą. I nie będę się zmieniać na potrzeby innych. Jeśli komuś to nie pasuje może odejść z mojego życia. Tak ja postąpiła jedna osoba. Nie mogę powiedzieć, że nie tęsknie, że nie boili mnie to że straciłam przyjaciela, któremu ufałąm, że dosłownie wbił mi nóż w serce, ale to był jego wybór. Nie da sie zatrzymać ludzi przy sobie siłą. I to że odszedł i to że już mu na mnie nie zależy, nie oznacza, że przestanę go kochać. Nawet nie wiedziałam, że tak jest, że go kocham, dopóki nie odszedł i poczułam, że odchodzać zabrał część mnie. Mimo wszystko co między nami zaszło, i co może zajść, i mimo słowa które mogę w niego wymierzyć, i mimo tego, że wszystcy myślą że go nienawidzę i zamknełam ten rozdział to i tak, ZAWSZE będzie on częścią mnie, częscią, której nie wyrzucę, bo którą kocham.

                                                     Because if we're strong enough to let it in
We're strong enough to let it go

Kochać, to najdziwniejsza rzecz na świecie. Przynajmniej dla mnie. Kompletnie jej nie rozumiem, I nie wiem czego, kochanie, jest dla mnie tak trudne i skomplikowane. Czego po prostu nie zdaje sobie sprawy z tego ze kogoś kocham, zanim będzie za późno. Czego tak trudno jest mi powiedzieć te dwa słowa. Czego boje się kochać ludzi? Czego nie chce kochać? Nie wiem taka już jestem. Może kiedys mi ktoś pokaże ja kochać i nauczy, że kochać wcale nie znaczy cierpieć. Na razie zostanę tu, z moim zamkniętnym serce i będę czekać, aż komuś w końcu uda się je ponownie otworzyć.

I don't know why
We need to break so hard

Osiemnaście. Tak w końcu osiemnaście, I może jednak coś się zmieniło. Może jednak wszystko się zminiło, może ja sie zmieniłam.

Mam nadzije, że teraz patrzysz na mnie. Że patrzysz na mnie i nie jesteś zawiedziona. Mam nadzije, że jesteś dumna. A jeśli nie, że pewnego dnia będziesz. Że pewnego dnia znów Cię zobaczę i będę w stanie w końcu powiedzieć Ci te dwa słowa,  które nie opuszczają moich myśli od dnia, w których odeszłaś. Mam nadzieję, że patrzysz nam mnie teraz i mówisz mi, że dam radę. Bo chociaż Cię tu nie ma, wiem, że jesteś i że czuwasza, Wiem, że mnie nie opuściłaś, chociaż tak myslałam. Wiem, że nigdy mnie nie opuścisz, bo mnie kochasz. I ja też, ja też....KOCHAM CIĘ, MAMO.

Love always,
Margaret



wtorek, 3 listopada 2015

03.11.15 - Questions

Do I like him?
Am I ready?
Is it right?
Can I let myself do it?
What if it doesn't work?
Do I want it?
Am I sure about that?
Can I do it?
What if I ruin everything?
What if I just THINK I want that?
What if I just THINK I am ready?

But if you never try you will never know, so...
Should I?

I think that is what I feel, but what if I'm wrong?
What if it just the need to be close to someone?

What if he doesn't feel the same?
What others will think?

How I should behave?
Should I try to forget?
Should I do something?
Should I make a move?
Should I wait?

But it doesn't make sense. And I hate things that doesn't make sense.
What's going on with me?!?!

This wasn't a part of the plan.
But lets be real, nothing goes according to the plan.
So should I do something or just wait and see how everything goes?

Why am I thinking so much about it???
It's unhealthy.
Get out of my mind!
You make me question my life and I don't want that.

God I am hopeless. I told myself I woudn't do anthing but I am writing this post.
What is wrong with me?
Am I insane?

I am talking to myself, I think that says it all.
So who would want me anyway...


Some many questions that I shouldn't have.

Do I like him?
Or do I like the idea of being close to someone?



Love always,
Margaret




wtorek, 6 października 2015

06.10.15 - What kind of God?

Coś jest nie tak. Coś się zmienia. I jest tak dużo rzeczy które chce zrobić, ale... Zawsze musi być jakieś ale, prawda? Ale boję się, boję się, bo teraz już to ja będę odpowiedzialna za to co się stanie. Nieważne czy to będzie dobre, czy nie. Ja będę pociagała za to odpowiedzialność. I choć w większości wypadków chce coś zrobić, aby komuś pomóc, to co jeśli tym kimś jestem ja. Co jeśli żeby sobie pomóc, muszę kogoś skrzywdzić???
Jakimś dziwnym cudem, wszystko co ostatnio się wydarzyło prowadzi mnie w kierunku moich marzeń. Rzeczy o których marzyłam, kiedy jeszcze nie wiedziałam wiele o życiu. Życia o którym śniłam. I choć droga do tego wszytkiego na pewno nie była taka o jakiej myślałam i choć myślałam, ze to nigdy się nie wydarzy to jednak tu jestem.
Kilka lat temu, marzyłam o tym, że przeprowadzę się do taty, że będę miała normalne życie. Kilka lat temu marzyłam, że będę jedynaczką. Kilka lat temu marzyłam, że pójdę na studia za granicą. Kilka lat temu marzyłam, że będę mieszkac w Anglii. Kilka lat temu marzyłam o tylu rzeczach, lecz nigdy nie sądziłam, że się spędzą. Nawet nie wiem, czy naprawdę chciałam, aby się spęniły. Lecz tak się stało. I teraz, kilka lat później nie wiem jak mam się z tym czuć. Bo...czy jestem szczęśliwa, że tak sie stało? Tak, przeprowadziłam się do taty, ale za to nie mam mamy. Tak, jestem poniekąd jedynaczką, ale za to moje siostry są w innym kraju same. Tak, mieszkam w Anglii, ale za to zostawiłam wszystkich swoich przyjaciół gdzieś daleko.Tak, idę na studia w Angilii, ale za to nie spęłnię swojej obietnicy danej Magdzie, że pójdę z nią na studia. Tak, niby spełniły się moje marzenia, ale za to także moje koszmary. Mama zmarła, tata ma nową kobietę, straciłam przyjaciela, praktycznie nie mam kontaktu z siostrami, jestem czarną owcą w rodzinie, czuje, że nie pasuje.
Co by było gdybym nigdy nie marzyło o tych rzeczach. Co jeśli moimi marzeniami było po prostu życie tak jak żyłam. Czy wtedy nadal bym była w domu, w Polsce, z rodziną, z przyjaciółmi z moim dawnym życiem. A może nic to by nie zmieniło.
Czasami myślę, że to wszytko to moja wina. Co jeśli Bóg istnieje. Co jeśli wszyscy w domu mieli rację. Co jeśli, mama zmarła, bo ja przestałam wierzyć. Co jeśli to była kara dla mnie za to, że nie chciałam uwierzyć, że on, cokolwiek to jest, tam jest. Co jeśli, to wszytstko jest moją winą?
Ale jak mam wierzyć w coś co mnie zawiodło. Wierzyłam, przecież wierzyła. Modliłam się codzień, rozmawiałam z nim, błagałam o pomóc. I dostałam to czego chciała,, czego wszytscy chcieliśmy. Mama wyzdrowiała. Dwa lata. Cud. Ale potem co? Wróciło, albo zawsze tam było. Może nigdzie nie odeszło. Więc, co to jest za Bóg, który daje, a potem zabiera. To nie Bóg. I dlaczego właśnie ona. Czyżby nie dosć cierpiała przed chorobą. Czyżby nie dość jej zostało zabrane. A mimo wszytko wierzyła, wierzyła do ostatniego dnia a i tak ją zabrał. Więc co to za Bóg. Może zrobił tak bo tego chciała i uwierzcie wiem o tym, chociaż bym naprawdę nie chciała. Ale chyba na zawsze zapamiętam jej krzyki agani "Ja juz chce umrzeć", bo to nie jest rzeczy, które dziecko powinno słyszeć z ust swojej matki. Ale jeśli by tego nei zesłał, to nie musiał by jej nigdzie zabierać i spełniać jej prośby. Więc co to za Bóg. Ja się pytam co to ku*wa za Bóg?!??!!?
I kiedy słyszę słowa, "o kiedyś się opamiętasz i umierzysz", mam ochotę krzyczeć. Bo nie, nie "nie oamiętam się", nie "umierzę", bo nie mogę. Nie mogę, po tym co widziałam. Po bólu i cierpieniu. Co to miało na celu, czy chciałeś mnie ukarać, pokazać, ze masz władzę?! Co chciałeś uzyskać???
Może jednak wierzę. Może jednak wierzę, bo pewnie nie mówiłabym do niego, gdybym nie wierzyła i nie pisałabym Bóg z dużej litery. Trudno pozbyć się całkowicie czegoś, co było ci wpajane przez całe życie. Może gdzieś głęboko, we mnie jest nadal jakaś cząstka która wierzy, która mu ufa, ale na razie spycham ją głęboko, jak najgłębiej. Chcę ja zniszczyć. Nie chce jej. Ale jednak nie chce jej stracić. Bo to część dawnej mnie. Mnie z czasu, kiedy moje dzisiejsze życie było marzeniami i koszmarami, a ja żyłam w błogiej niewiedzy, tego co nadejdzie. Jest to cząstka, którą wpiła mi moja mama. Cząstka, która jest nią we mnie. I zawsze będzie.
P.S. What if heaven talks, but not to me, is there nothing good in me?

Love always,
Margaret

czwartek, 17 września 2015

17.09.15 - If I lay here, would you lay with me...

I wannted to be this sad little girl, I wannted to be unhappy, I wannted to be noticed.
Myślę, że dorosłam. I nie mówię tego bo chcę aby tak było, aby wszyscy traktowali mnie jako osobę dorosłą, ale dlatego, że moje widzenie na życie się całkiem zmieniło. 
Żałowałam wszytkiego, chciałam wszystko cofną, zapobiec temu, ale teraz wiem, że te rzeczy ukształtowały mnie tym kim teraz jestem, i może nie jestem idealna, poprawka, na pewno nie jestem idealna i zauważam swoje wady każdego dnia, ale jestem SOBĄ. I zajeło mi to niezwykle dużo czasu, aby sobie uświadomiła, że każde małe chwile są warte zapamiętania. Czy to te smutne i rozdzierające serce, czy te radosne napełniające chęcią do życia. Bo nasze życia składają się z tych malutkich elementów, tych małych godzin, które tworzą nasze życie. Filozofuje wiem, ale mam taki humor (deal with it!). 
Życie nieźle mnie skopało, mogę chyba to bezpiecznie powiedzieć. Że moje życie nie należało do najprostszych w przeciagu ostatnich kilku lat, ale przeżyłam. I nawet jeśli nadal nie uważam, że jestem silna i zawsze śmieję się wewnętzenie (?) jak ktoś mi to mówi, to przeczytałam dziś pewną rzecz, która uświadomiła mi, że może jestem jednak chociaż trochę silna. Ponieważ, może powimo tego, że nie uważam sie za silną osobę, to przecież nadal tu jestem, prawda? Nie poddałam się, nie wybrałam szybkiego, bezbolesnego wyjścia, przeszłam długą drogę, ale nadal tu jestem. Przetrwałam. Więc może mimo wszytko jestem silna.

Love always,
Margaret

piątek, 4 września 2015

04.09.2015 - The day YOU died

It's been a year, my friend
and the pain is still the same

Lekcje jak co dzień, torba w szatni gotowa do wzięcia, uśmiech na twarzy, pogawędka ze znajomymi, normaln dzień, który zmienił wszystko. Gdybym tylko wiedziała, że to był to dzień, to co...Zrobiłabym wszytko inaczej? Zapewne. Byłabym tam z tobą. Powiedziałabym swoje pożegnanie, zobaczyłabym Cię ostatni raz, ale skąd miałam wiedzieć... 
Pamiętam ten dzien jakby był wczoraj, jaki miałam, wtedy dobry humor, jak zadowolona i uśmiechnięta szłam ulicami, jak podjechał samochu, jak tata powiedział, że Cię już nie ma,
Tak bardzo próbowałam wtedy nie płakać, bo byłam samochodzie z wujkiem, jak bardzo chciałam być silna, jak straciłam ostanie resztki oparcia kiedy doktorka powiedziała, że muszę być silna. Pamiętam nosze stojące pod domem, pamiętam, że nie chciałam wejsć do pokoju w którym leżałaś, bo ciebie juz tam nie było, było tylko ciało, jak Kamila mnie przytuliła, jak nie widziałam co ze sobą zrobić, jak chciałam po prostu zostać sama, a nie mogłam, jak napisałam Magdzie i Patrykowi, że "Moja mamusia umarła", jak przyjechała jakaś rodzina, żeby pomóc sprzątać, jak przebrałam się na czarno, jak zeszłam na dół na różaniec, jak przyszło masę ludzi, jak chciałam po prostu stamtąd uciec, jak nie miałam tego nikogo przy swoim boku, jak po prostu nie mogłam pojąc co się stało, jak wszystko tego dnia się zmieniło.
Był wtedy taki łady dzień, słoneczny i ciepły. Ptaszki śpiewały i był lekki wiaterek. Nic nie zapowiadało, że to był ten dzień. Ale to był ten dzień. I nawet to że widziałam, że on nadcodził, bo przecież po to przyjeżdzałam wcześniej z Lublina, to i tak nic nie mogło mnie przygotować na niego. 
Nic nie może cie przygotować na stratę kogoś kogo kochasz na zawsze.

It's been a year, my friend
and I'm still here, while she slipped away


Love always,
Margaret